Historia narodzin Teddy’ego

Wszystkim, którzy pytali o historię narodzin Teddy’ego, dziękujemy za cierpliwość. Lubię poczekać, aż te rzeczy trochę się zagotują, zanim o nich napiszę (Clara zajęła mi prawie rok ze względu na wszystkie mieszane emocje, które towarzyszyły mi), ale narodziny Teddy'ego były o wiele mniej straszne i znacznie prostsze. Dzięki Bogu! Po przejściu takiego traumatyczny pierwszy poród nic nie brzmiało dla mnie lepiej niż całkowicie rutynowa, zaplanowana i pozbawiona niespodzianek dostawa tym razem – i w większości taka była, za co jestem BARDZO WDZIĘCZNA. Było jeszcze kilka niespodzianek, ale głównym wyzwaniem związanym z tym porodem (i całym procesem ciąży) było odparcie zmartwień, strachu i najgorszych scenariuszy, które moje ostatnie doświadczenie tak żywo utrwaliło w mojej głowie. W pewnym sensie urodziny Teddy’ego były kulminacją czterech lat emocji.

Mój człowiek



Tym razem miałam zaplanowane cesarskie cięcie, właśnie ze względu na niebezpieczeństwo porodu dla mnie i Teddy'ego (to właśnie spowodowało oddzielenie łożyska u Clary), więc choć trochę dziwnie było znać jego urodziny z wyprzedzeniem, to był rodzajem informacji, którą przyjmował mój mózg. Po narodzinach Clary poczułam się tak pozbawiona kontroli, że tym razem byłam szczęśliwa, mogąc trzymać się wszelkich stałych.

Nadszedł ten dzień 16 kwietnia, który nastąpił bez wcześniejszych fałszywych (lub rzeczywistych) obaw związanych z porodem. Już samo to było ogromnym błogosławieństwem. W szpitalu musieliśmy być około 6:30, więc zostawiliśmy Clarę w domu z dziadkami i pojechaliśmy. Zdecydowanie dziwnie było jechać do szpitala bez skurczów (w drodze z Clarą bardzo mnie bolało). Pod pewnymi względami spokój był miły (brak bólu jest dobrą rzeczą! Kto narzeka na brak bólu?!), ale pod innymi dał przestrzeń, w której zaczęły się wkradać zmartwienia. Ostatnim razem, gdy byłam w szpitalu, rodząc dziecko, wszystko było w porządku… dopóki tak nie było. Więc to całe coś, co pojawiło się znikąd, czaiło się w mojej głowie.

Kiedy tam dotarliśmy, szybko założyli mi suknię, a potem podano kroplówkę. Żartowałem z panią, że mam najgorsze żyły na świecie i zwykle trzeba kilku prób. Uśmiechnęła się i dała szansę. Tak, ta moja żyła nie chciała współpracować. Potrzebne były więc trzy próby trzech różnych osób – ostatnią był anestezjolog, który musiał zdrętwiać mi rękę, zanim zaczął szukać odpowiedniego miejsca. Najwyraźniej odkąd tego ranka zabroniono mi jeść i pić, byłem wyjątkowo odwodniony, przez co moje zwykle oporne żyły były jeszcze trudniejsze do trafienia.



IVpic

pociągnij pinatę za sznurek

Ale małe wyzwanie dożylne było dobre. To zajmowało mój umysł, więc nie leżałam i nie wariowałam. Przez cały czas na moim brzuchu znajdował się monitor, co uspokajało, a anestezjolog był przezabawny, więc wszyscy po prostu rozmawialiśmy i dobrze się bawiliśmy. Dowiedzieliśmy się, że jego córka właśnie po raz pierwszy przespała całą noc, więc powiedział, że jest w świetnym nastroju i że to będzie wspaniały dzień. Wkrótce nadszedł czas na znieczulenie zewnątrzoponowe, co oznaczało, że zostanę przewieziona sama na salę operacyjną, a John będzie mógł do mnie dołączyć, gdy już to nastąpi.

Korytarz



Wiem, że to brzmi kompletnie szalenie, ale John i ja zostaliśmy rozdzieleni na chwilę podczas awaryjnego cięcia cesarskiego (on był tuż przed salą operacyjną, a ja w środku), więc kiedy wozili mnie po korytarzach, dostałem miłego ataku paniki . Poczułam się tak, jakby moja klatka piersiowa się zapadła i nie mogłam oddychać. Kiedy zdałem sobie sprawę, że naprawdę mogę oddychać, byłem po prostu zawstydzony. Zbierzcie się w sobie, to niesamowity dzień, powtarzałam sobie w głowie.

jak obsługiwać myjkę ciśnieniową

Kiedy już znalazłem się na sali operacyjnej, kazali mi usiąść i zgiąć plecy, żeby mogli wprowadzić znieczulenie zewnątrzoponowe. Wtedy nastrój znów się nieco poprawił, ponieważ podobnie jak w przypadku moich upartych żył, najwyraźniej mój kręgosłup był uparty, więc to podjąłem kilka prób prawidłowego założenia (w pewnym momencie poczułem, że coś kapie mi po plecach i zapytałem, czy to krew – okazało się, że to płyn rdzeniowy). Może to dla ciebie brzmieć obrzydliwie, ale KOCHAM te rzeczy, więc po raz kolejny mój umysł był miły i zajęty (nie ma mowy! płyn rdzeniowy?!). Wkrótce podano znieczulenie zewnątrzoponowe, położono mnie i zaniesiono na stół operacyjny. A potem spojrzałem w górę.

TEN SAM POKÓJ. Byłam w tym samym pokoju, w którym byłam, kiedy Klara przyszła na świat, nie wydając żadnego dźwięku. Wszędzie rozpoznałabym ten sufit. Wpatrywałem się w to przez całą wieczność, jednocześnie zmuszając Clarę do płaczu. Uderzyło mnie to bardzo mocno. Później dowiedziałem się, że John był na zewnątrz i doświadczył tego samego. Ten sam korytarz. Te same drzwi. Znowu tam stoję i nerwowo zastanawiam się, co się dzieje w środku.

Drzwi zewnętrzne

Ale gdy tylko położyli mnie na stole, wpuszczono Johna. Złapał mnie za rękę i wszystko było w porządku. Nagle poczułem przypływ podniecenia. Mieliśmy spotkać się z naszym chłopcem! Może za mocno ścisnęłam dłoń Johna, ale on się nie skarżył. Nawet nie wiedziałam, że zrobił to zdjęcie (często miałam zaciśnięte oczy), ale z radością odkryłam je na jego telefonie kilka dni później. Powiedział, że w tym szaleństwie związanym z narodzinami Klary przegapiliśmy tak wiele zdjęć (prawie nie mamy ich wcale), że tym razem chce to nadrobić.

Ręce

Minęło może dziesięć, piętnaście minut i lekarz stwierdził, że ma już tyle włosów! i jest taki duży! i o mój Boże, jego kopnięcia są takie mocne! Pamiętam, jak mówiłem coś w stylu: „Dlaczego on nie płacze?!”. bo to dosłownie wszystko, co chciałam usłyszeć, a ona się roześmiała i powiedziała, że ​​on wciąż jest w środku, zaraz go wyciągam, a potem zaczął płakać. To było niesamowite. Odzyskuję siły na samą myśl o tym. To było największe wydawnictwo. Nie było go! Płakał!

Przyprowadzili go do mnie, żebym kilka sekund później zrobił skórę do skóry, co było takie przyjemne. Po prostu leżał i oddychał, od czasu do czasu otwierając oczy, żeby na mnie zerknąć.

Skintoskin

John i ja mrugaliśmy, aby powstrzymać łzy i przyglądaliśmy mu się. Był tak blisko mojej twarzy, że widziałam każdy najmniejszy włos i pieg. Uśmialiśmy się nieźle, patrząc na maleńkie włoski na jego ramieniu. Nasz mały wilkołak, żartowaliśmy. Zabrali go, żeby go umyto, zważono i zmierzono, po czym znów zaczął płakać. Oboje z Johnem wciąż się śmialiśmy i płakaliśmy. To było jedno z najlepszych uczuć w historii.

malowanie malowideł ściennych na ścianach wewnętrznych

Z mojego końca wystąpiło nadmierne krwawienie (najwyraźniej macica nie chciała się zacisnąć, więc musieli mi dać zastrzyk pitocyny, żeby to opanować), ale na szczęście to zadziałało i nie potrzebowałam żadnych transfuzji krwi ani nic takiego . Po zszyciu wszystkiego, zabrałam się za karmienie Teddy'ego. Po prostu leżałam, chłonąc każdy szczegół jego małej twarzy. Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że oczy Johna znów zachodzą łzami. Wiem, że codziennie na świat przychodzą zdrowe dzieci, ale dla nas było to gigantycznym cudem.

Johnandteddy

Kiedy już zamieszkaliśmy w naszym stałym pokoju, musieliśmy przedstawić go rodzicom Johna, mojej mamie i Clarie. I właśnie wtedy, gdy myślałam, że moje serce nie może już pęknąć, zobaczyłam Clarę delikatnie głaszczącą go po głowie i prosząc, abym poszła do łóżka ze mną i Teddym – cóż, prawie nie potrafię wytłumaczyć tej euforii. Jestem bardzo wdzięczna niesamowitym ludziom, którzy pomogli nam bezpiecznie wydać na świat oboje naszych dzieci i opiekowali się mną przez całą ciążę.

Mniej śmieszne twarze szpitalne

Jeśli chodzi o moją drugą rekonwalescencję po cesarskim cięciu, tym razem wydawało się to dużo łatwiejsze. Za pierwszym razem doznałem dużo większych urazów/utraty krwi, a nawet nacięcie było tym razem mniejsze, więc następnego dnia mogłem chodzić w szpitalu (nawet wziąłem poranny prysznic!) i nie brałam tabletek przeciwbólowych. zanim wróciłem do domu. Jedna wskazówka dla innych mam po cesarskim cięciu jest taka, że ​​UWIELBIAŁEM bandaż brzuszny, który dostarczył szpital po porodzie Clary (przyniosłem go ze sobą i użyłem go ponownie po porodzie Teddy'ego). To ten szeroki, biały pasek, który zapinasz na rzep w talii i wydaje się, że wszystko trzyma razem.

Wiesz, jak boli śmiech lub kichanie po cesarskim cięciu, więc opierasz się o poduszkę? Cóż, więzadło brzuszne jest jak ciągłe usztywnianie, więc te rzeczy nie bolą tak bardzo. I zamiast chodzić zgarbioną, pomogło mi to wyprostować się i poruszać się z mniejszym bólem (nosiłam moje do około czterech tygodni po porodzie). Zakładałam, że każdy je ma, ale kiedy przypadkowo wspomniałam o tym w komentarzu na Instagramie około tydzień po urodzeniu Teddy’ego, usłyszałam od wielu mam, które o nich nie słyszały, więc chciałam przekazać tę wskazówkę, na wypadek gdyby to pomogło. Jestem pewien, że większość szpitali je ma, jeśli pytasz, i w obu przypadkach zrobiło to dla mnie ogromną różnicę.

wbudowane łóżka piętrowe do małych pomieszczeń

Pomijając ten dziwny pasek boczny na brzuch, chciałam wam bardzo podziękować za miłość i wsparcie, jakie okazaliście podczas ciąży i porodu.

BabyBoy Z Tatusiem

jak pozbyć się plam z fug

Nie potrafię wyjaśnić, jak pocieszające było mieć od ciebie życzenia i wsparcie w tak pełnym emocji czasie. Wielkie mokre całusy dla Was wszystkich. Myślę też, że Teddy ma dla ciebie prezent w swojej pieluszce. Ach, czekaj, to dla Johna ;)

Tak wdzięczny

Jeszcze jedna rzecz. Jakim cudem mój synek jest już taki duży?! NIEPOCZYTALNOŚĆ!

Miś i Klara

Ciekawe Artykuły